Inflacja rośnie a siła nabywcza spada

Od kilku miesięcy zdecydowana większość zakładanych przez Polaków lokat nie chroni skutecznie przed inflacją i przynosi straty. Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego przeciętna lokata założona w marcu 2017 roku była oprocentowana na 1,47% w skali roku. Po potrąceniu podatku Belki oprocentowanie wyniesie jednak jedynie 1,19% netto. Oznacza to, że tylko nieliczni i najbardziej aktywni będą mogli zmierzyć się z degradacją siły nabywczej pieniądza. Chroniących przed tą degradacją ofert jest jednak niewiele i mają głównie charakter promocji, a więc przeznaczone są dla nowych klientów lub nowych środków.

Niskie oprocentowanie depozytów jest efektem kilku czynników, przy czym najważniejsze to rosnąca wartość depozytów w bankach (depozyty osób prywatnych powiększyły się wciągu roku z 623 do ponad 672 miliardów zł) oraz utrzymujące się zaufanie na rynku (banki nie boją się pożyczać innym bankom pieniędzy, vide niski WIBOR). Historia uczy nas, że realne straty na depozytach bankowych w Polsce nie trwają jednak długo (przeciętnie 18 miesięcy):

realne wyniki posiadaczy rocznych lokat po uwzględnieniu podatku i inflacji

Tymczasem wiele osób decyduje się na zakup nieruchomości za gotówkę (głównie pod wynajem) i szuka innych alternatyw inwestycyjnych typu GPW czy fundusze inwestycyjne. Alternatywy te będą w cenie do czasu zwyżki stóp procentowych, które jak zwykle przebiją tworzone się bańki.

Osób szukających bezpiecznych form lokowania oszczędności pozostaje uważne obserowanie oferty podmiotów będących pod ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a więc banków i SKOKów. Wśród obecnych ulubieńców tzw. "wisieńkowców" znajdują się m.in. lokaty w Idea Banku, Nest Banku i Neo Banku oraz konta oszczędnościowe w BGŻ Optima i Millenium Banku. Osoby myślące długofalowo obawiające się upadku pieniądza fiducjarnego powinni zainteresować się rynkiem metali szlachetnych (złoto, srebro) oraz inwestycjami emocjonalnymi.